*PuBapka [mierci*
Z Dorot przyjazniBam si ju| od wielu lat. Zawsze trzymaBy[my si razem. Nawet w przedszkolu wszyscy uwa|ali nas za papu|ki nierozBczki. ZdarzaBy si sprzeczki, kBótnie, ale gniew mijaB nam bardzo szybko. Nie mogBy[my bez siebie wytrzyma. Midzy nami nie byBo |adnych tajemnic. ZnaBy[my wszystkie swoje sekrety. Razem omawiaBy[my wzloty i upadki, pierwsze miBo[ci, niepowodzenia. MiaBy[my jeszcze wiele innych, wspaniaBych kole|anek, ale to wBa[nie w swoim towarzystwie czuBy[my si najlepiej.
:)Problemy pojawiBy si wraz z pój[ciem do nowej szkoBy. Odtd nie czuBy[my, aby BczyBa nas ze sob nierozerwalna wiz. Owszem, spotykaBy[my si niemal w ka|d sobot i niedziel. Nigdy tematy nam si nie wyczerpywaBy. My[laBam, |e nadal nie ma midzy nami |adnych tajemnic, jednak czuBam, |e wicej dzieli nas, ni| Bczy.
Pewnego dnia dostaBam od rodziców pienidze. ByB to prezent na pitnaste urodziny. Pomy[laBam, |e nadarzyBa si dobra okazja, aby wybra si z Dorot do miasta. Dawno si nie widziaBy[my. Najpierw pomogBaby mi wybra jakie[ spodnie, a potem poszByby[my na pizz. Uradowana zadzwoniBam do przyjacióBki, jednak ona odmówiBa spotkania. MiaBa bardzo dziwny gBos. ChciaBam z ni dBu|ej porozmawia, spyta, co si staBo, ale odparBa, |e ma bardzo maBo czasu. ZaczBam si niepokoi. PeBna obaw, z nie najlepszym humorem poszBam do miasta z mam. OdwiedziBy[my wiele sklepów, ale nie mogBam wybra niczego dla siebie. CaBy czas prze[ladowaBo mnie dziwne przeczucie, |e z Dorot nie dzieje si nic dobrego.
W koDcu udaBo mi si wybra spodnie. Humor nieco mi si poprawiB, ale zBe przeczucia nie odstpowaBy mnie ani na krok. Nagle spostrzegBam co[ bardzo niepokojcego. Nie chciaBam wierzy wBasnym oczom. Wzrok mnie jednak nie myliB. UjrzaBam Dorot w towarzystwie kilku starszych chBopców i dziewczyn, którzy cieszyli si w naszym mie[cie nie najlepsz opini. PrzyjacióBka zmierzaBa w moim kierunku. ByBa coraz bli|ej. ChciaBam si z ni przywita, ale minBa mnie z obojtn min, nie mówic nawet mojej mamie dzieD dobry , co w jej przypadku byBo naprawd bardzo dziwne.
PokBóciBy[cie si?- spytaBa mama. Nie wiedziaBam, co odpowiedzie. ByBam zszokowana takim zachowaniem Doroty. ZaczBam martwi si o ni jeszcze bardziej ni| dotychczas.
Od tamtego wydarzenia minBo kilka dni. DzwoniBam do przyjacióBki wiele razy. Za ka|dym razem jej rodzice o[wiadczali, |e nie ma jej w domu. Nawet wtedy, gdy dzwoniBam bardzo pózno. ByBam rozgoryczona. MiaBam |al do niej, |e zostawia mnie dla swoich nowych znajomych, nie poznaje na ulicy. Od kole|anek z klasy Doroty dowiedziaBam si, |e bardzo czsto opuszcza lekcje. Có|... Nie oszukujmy si. Ona wcale nie bywa na zajciach! Ponadto, po|ycza od kole|anek pienidze, których nie oddaje. ZaczBa si gorzej ubiera, wyglda na przemczon i ma problemy w nauce. Moje obawy mnie przerastaBy. Wyobra|aBam sobie najgorsze rzeczy. Skoro wdaBa si w nieodpowiednie towarzystwo, to, kto wie, jak si to dla niej skoDczy... MijaBy dni, miesice. PróbowaBam nawiza z ni jaki[ kontakt. Nic nie przynosiBo rezultatu. Telefony pozostawaBy bez odzewu.
PrzyszedB dzieD, kiedy nagle poczuBam, |e znowu musz odwiedzi dawn przyjacióBk. Niestrudzona niepowodzeniami wybraBam si do Doroty. ByBa niedziela. WziBam ze sob ciasteczka domowej roboty i nowe zdjcia. O dziwo, zastaBam j w domu. W progu przywitaBa mnie mama Doroty. PowiedziaBa, |e jej córka ostatnio niezbyt dobrze si czuje, a rozmowa ze mn mo|e przynie[ jakie[ rezultaty. WeszBam do pokoju Doroty. Le|aBa w Bó|ku. Wszdzie porozrzucane byBy jej ubrania. ZnikBa wie|a, komputer, pByty, kasety i inne warto[ciowe przedmioty. Nie wiedziaBam, co si dzieje. Dorota spojrzaBa na mnie i... u[miechnBa si lekko. PowiedziaBa, |e musi ze mn powa|nie porozmawia. Ju| po chwili obejmowaBam j. Obie pBakaBy[my. WyznaBa, |e... zaczBa bra narkotyki. Nie wiedziaBa wcze[niej jak ma mi o tym powiedzie. ByBam pierwsz osob, której si zwierzyBa. Nie mogBam w to uwierzy. Moja przyjacióBka narkomank? Przecie| mama wielokrotnie stawiaBa mi Dorot za wzór. Czy mog jej pomóc? Je|eli tak, to jak to zrobi? BiBam si z my[lami...
Wszystko zaczBo si od tego, |e poznaBa na dyskotece bardzo miBego chBopaka. ByB inny od tych, których znaBa z klasy, osiedla. MogBa porozmawia z nim o wszystkich swoich kBopotach, zmartwieniach. ZaufaBa mu. Kiedy zaproponowaB jej tabletk, która rozwizaBaby wszystkie szkolne i domowe kBopoty, wpBywowa Dorota zgodziBa si bez namysBu.
Totalny odlot . Tak opisaBa pocztkowy stan swojego ciaBa po przyjciu narkotyku. PrzestaBa przejmowa si ocenami, nie musiaBa bez przerwy stara si, aby sprosta wymaganiom nauczycieli i rodziców. Krótko po tym, kiedy dostaBa kilka darmowych prezentów od chBopaka, zaczBo jej tego brakowa, a uprzejmo[ przyjaciela si skoDczyBa. Zauwa|yB, |e ma Dorot w gar[ci. Szybko zmieniB swoje zachowanie. Dziewczyna byBa zrozpaczona. Zale|aBo jej na nim, a jednocze[nie coraz bardziej brakowaBo odskoczni od problemów. KupiBa dziaBk. Szybko skoDczyBy jej si wszystkie oszczdno[ci. Pamitam, jak Dorota opowiadaBa mi, |e kiedy uzbiera du|o pienidzy, a bdziemy wtedy starsze, pojedziemy na nasze wspólne wakacje. Biedna... StraciBa nawet marzenia... Po pewnym czasie zaczBa okrada rodziców. Zapracowani, nie[wiadomi problemów córki, nie zauwa|ali, gdy z portfeli zaczBy znika im banknoty. Ojciec, kierownik dobrze prosperujcej firmy, mógB pozwoli sobie na wiele wydatków. Dorota korzystaBa z tego. Wielokrotnie prosiBa go o pienidze na ksi|ki, opBaty w szkole, wycieczki klasowe. W koDcu zaczBa oddawa swoje rzeczy. Kiedy nie przyjBa narkotyku, czuBa straszny ból. Nie miaBa ju| za co kupi dragów. Rodzice zaczli co[ podejrzewa, wic przestaBa prosi ich o pienidze na wycieczki, ksi|ki i inne niezbdne rzeczy. Pseudoprzyjaciele dali odczu Dorocie, |e mo|e na nich polega...
Zaoferowali po|yczk. DostaBa od nich kilka dziaBek. Na zwrócenie dBugu miaBa nieograniczony czas, jednak znajomi prdko dali o sobie zna. Dzwoniono do niej, zaczto j nachodzi w domu. Dlatego wBa[nie nie podnosiBa sBuchawki, kiedy do niej dzwoniBam. BaBa si. Nie wiedziaBa, co robi. WiedziaBa tylko jedno: |e chce si jak najszybciej od tego uwolni.
SiedziaBy[my wtedy z Dorot bardzo dBugo. Pierwszy raz od tak dawna rozmawiaBy[my ze sob szczerze. U[wiadomiBam sobie, |e tak bardzo bliska mi osoba ociera si o [mier. Na szcz[cie nie byBo za pózno. NamawiaBam Dorot, aby[my wspólnie porozmawiaBy o tym z jej rodzicami. Po pewnym czasie zgodziBa si. Rodzice zawiadomili policj, a przyjacióBka na dBugo trafiBa do szpitala. Nie mogBam nawet przyje|d|a w odwiedziny. Przez rok miaBy[my ze sob tylko telefoniczny kontakt. BrakowaBo mi jej...
Lokalni dealerzy zostali zlokalizowani przez wBadze. Dorota wróciBa do zdrowia. Wyglda ju| teraz znacznie lepiej. Nigdy |adna z nas nie zapomni, co si staBo, lecz najwa|niejsze jest to, |e nadal mamy siebie. Nasza przyjazD przetrwaBa, wróciBy marzenia i plany na przyszBo[. Dorota miaBa wiele szcz[cia. Nie ka|demu narkomanowi udaje si wyj[ z naBogu. W tych trudnych chwilach bardzo wa|ne jest zrozumienie, wsparcie duchowe i pomoc bliskich. Nic bardziej nie dodaje chci do |ycia ni| nadzieja, |e po pokonaniu granicy naBogów, uzale|nieD, [mierci znajduje si nowa, lepsza przyszBo[ i mo|na j z kim[ podzieli. Pamitajmy o tym. Nie zostawiajmy tych, którzy nas potrzebuj. Nawet drobna pomoc, taka jak szczera rozmowa, danie komu[ poczucia bezpieczeDstwa i oparcia, mo|e ocali czyje[ |ycie. By mo|e dziki nam uda si wyswobodzi czyj[ dusz z puBapki [mierci...
nie jest oparte na faktach autentycznych!!!